Andrzej Karpowicz, prezes Cargore, wraz ze wspólnikiem Adrianem Łucejką i zespołem inżynierów rozwija trójkołowy elektryczny rower cargo o ładowności do 300 kg. Autorska konstrukcja ma łączyć dużą przestrzeń ładunkową ze stabilnością i zwrotnością potrzebną w mieście. Pierwsze trzy prototypy są właśnie składane, a po testach spółka planuje przygotować próbną serię produkcyjną.
Kompetencje, które się uzupełniły
Andrzej interesuje się rowerami od czasów liceum, choć przez lata przede wszystkim jako ich użytkownik. Zawodowo zajmował się finansami i zarządzaniem, obecnie pracuje na Politechnice Białostockiej. Adrian Łucejko wniósł do projektu doświadczenie konstruktora rowerów customowych. Zespół uzupełniło dwóch inżynierów odpowiedzialnych za stronę techniczną.
– Połączyliśmy nasze zainteresowania i kompetencje. Adrian ma doświadczenie rowerowe, ja finansowe i organizacyjne – mówi Andrzej.
W połowie 2024 roku Andrzej i Adrian zdecydowali, że pomysł na rower cargo warto przekuć w konkretny projekt. Zgłosili się do Hub of Talents, gdzie podczas inkubacji skupili się na opracowaniu konstrukcji od strony technicznej. W grudniu założyli spółkę Cargore, a po zakończeniu programu sięgnęli po kolejne wsparcie. Projekt otrzymał blisko 600 tys. zł dofinansowania z Polskiej Agencji Rozwoju Przedsiębiorczości, co pozwoliło rozpocząć prace prowadzące do budowy pierwszych prototypów. Zespół przeprojektował ramę i znalazł fabrykę, która podjęła się jej wykonania.

Trzy koła, ale prowadzenie jak w zwykłym rowerze
To właśnie konstrukcja ma być najważniejszym wyróżnikiem Cargore. Z przodu znajdują się dwa koła, które pochylają się podczas skręcania. Dzięki temu rower ma zachowywać się bardziej jak klasyczny jednoślad, a jednocześnie zapewniać stabilność i ładowność do 300 kg. W zależności od wersji przestrzeń z przodu będzie można wykorzystać do przewozu towarów lub dzieci. Napęd elektryczny wspomaga jazdę do 25 km/h.
Zespół widzi zastosowanie roweru przede wszystkim w miejskiej logistyce. Niskie koszty użytkowania, możliwość poruszania się infrastrukturą rowerową i dotarcia z ładunkiem bliżej miejsca docelowego mają być jego przewagą nad niewielkimi samochodami dostawczymi. Głównym kierunkiem sprzedaży nie ma być jednak Polska. Cargore patrzy przede wszystkim na Niemcy, Holandię i inne rynki Europy Zachodniej, gdzie gęsta zabudowa, ograniczenia dla ruchu samochodowego i strefy czystego transportu sprzyjają wykorzystaniu rowerów cargo.

Najpierw prototypy i testy
Teraz najważniejsze są trzy powstające prototypy. Komponenty zostały już zakupione, trwa składanie i malowanie konstrukcji. Do końca września rowery mają być gotowe do jazdy, a następnie rozpoczną się testy. Jedna z ram zostanie dodatkowo poddana profesjonalnym badaniom wytrzymałościowym. Choć nie jest to konieczne do wprowadzenia produktu na rynek, Cargore zdecydowało się na kosztowne badania.
– Zależy nam na potwierdzeniu wytrzymałości konstrukcji. To również kwestia zaufania przyszłych klientów – podkreśla Andrzej.
Jeżeli testy przebiegną zgodnie z planem, na przełomie 2026 i 2027 roku spółka zamierza rozpocząć próbną produkcję. Cena roweru ma być niższa niż prostszych i mniej funkcjonalnych produktów konkurencji. Kolejnym wyzwaniem będzie finansowanie – produkcja jest kapitałochłonna, dlatego spółka planuje pozyskać inwestorów.
Do tego potrzebna będzie również umiejętność pokazania produktu i dotarcia z nim do odbiorców. To jeden z powodów udziału wspólników Cargore w warsztatach „Startup Podlaskie”.
– Chociaż nasz rower pod wieloma względami przewyższa konstrukcje innych firm to i tak dużym wyzwaniem będzie przekonanie klientów, żeby wybrali nasz produkt, a nie inny. Zależy nam na rozpoznawalności – mówi.
Jedną z nagród w warsztatach jest wyjazd do Helsinek. Jeśli Cargore ją zdobędzie, będzie już po pierwszych testach prototypów.
– Roweru ze sobą nie zabierzemy, ale będziemy mieli zdjęcia, filmy i wyniki testów – dodaje Andrzej.
Najbliższe tygodnie pokażą więc, jak konstrukcja opracowana dotąd przede wszystkim na papierze i w hali produkcyjnej poradzi sobie na drodze.

